Babbel Logo

Babbel poleca: niemieckie seriale

Nie od dziś wiadomo, że oglądanie seriali bardzo pomaga w nauce nowego języka. Problem w tym, że niemieckie seriale przez długi czas miały słabą reputację. Mamy jednak dla Ciebie kilka propozycji, które warto znać – i które są dostępne w Polsce z napisami.
Author's Avatar
AUTOR/KA: Iga Nowicz
Babbel poleca: niemieckie seriale

Nie od dziś wiadomo, że oglądanie seriali – podobnie jak słuchanie podcastów – bardzo pomaga w nauce nowego języka. Problem w tym, że niemieckie seriale przez długi czas miały słabą reputację. Paradoksalnie ma to związek z tym, że telewizja publiczna w Niemczech utrzymuje się z abonamentu i nie ma problemów finansowych. Nie czując presji, by sprzedawać swoje seriale za granicą i tworzyć pozycje atrakcyjne dla międzynarodowych widzów, niemiecka telewizja raczej unikała innowacyjności i działała według zasady „Po co coś zmieniać, skoro nie trzeba?”.

Doskonałym przykładem jest nieśmiertelny „Tatort”. Serial ten produkowany jest nieprzerwanie od 1970 roku, a w roku 2016 wyemitowano jego tysięczny odcinek. „Tatort” jest obowiązkowym punktem programu dla wielu Niemców, którzy w każdą niedzielę o 20.00 zasiadają przed telewizorem i włączają jedynkę, by przekonać się, gdzie tym razem będzie się toczyć akcja ich ulubionego serialu. Na tym też polega osobliwość „Tatortu”, który produkowany jest przez szereg lokalnych stacji w Niemczech, Szwajcarii lub Austrii. Odcinki z Berlina są wiec zupełnie inne niż te kręcone w Wiedniu, a lokalny koloryt i akcent są niemal tak samo ważne jak fabuła.

Powiem tak: dobry „Tatort” nie jest zły. Obejrzeć warto zwłaszcza wyreżyserowane przez Christiana Alvarta odcinki „Borowski und der stille Gast” czy „Willkommen in Hamburg”. Ponieważ jednak serial ten produkowany jest w różnych miejscach, trudno przewidzieć, czy dany odcinek przypadnie nam do gustu. Poza tym lokalne akcenty może i są urocze dla rodowitych Niemców, jednak uczącym się tego języka mogą sprawić kłopot. Jeśli mimo wszystko masz ochotę zapoznać się z tą osobliwą niemiecką tradycją (lub po prostu chcesz poćwiczyć rozumienie ze słuchu), poszukaj starych odcinków na YouTube lub zajrzyj tutaj.

Dzisiaj niemieckie seriale to jednak o wiele więcej niż „Tatort”. Po tym, jak międzynarodowe platformy streamingowe weszły na niemiecki rynek i zaczęły konkurować z ofertą telewizji publicznej, znacznie wzrosła jakość rodzimych produkcji. Pojawiły się także pierwsze niemieckie tytuły nakręcone specjalnie na potrzeby Netfliksa. Te nowe pozycje są tak dobre, że bez problemu mogą konkurować na globalnym rynku.

Dark (2017)

„Dark” to pierwszy niemieckojęzyczny serial wyprodukowany przez Netfliksa. Różni się on od reszty wymienionych przeze mnie pozycji, gdyż jego akcja nie toczy się w Berlinie czy innym dużym mieście, lecz w fikcyjnym miasteczku Winden, otoczonym przez przepastne lasy. Nieopodal mieściny położona jest tajemnicza jaskinia oraz… elektrownia jądrowa. Często porównywany z „Twin Peaks” lub „Stranger Things”, „Dark” – jak sama nazwa wskazuje ­– jest mroczną opowieścią z elementami science-fiction. Akcja toczy się w roku 2019, lecz podróż w czasie umożliwia widzom i bohaterom powrót do roku 1986 i 1953. Oznacza to, że te same postacie grane są przez dwie lub trzy osoby, w zależności od wieku. Warto więc zapamiętać imiona bohaterów, by móc połapać się w tym, kto jest kim w serialowej teraźniejszości i przeszłości.

Premiera drugiej części „Dark” miała miejsce 21 czerwca 2019, co nie może być przypadkiem, bo właśnie wtedy rozpoczyna się akcja pierwszego odcinka. Tego dnia z niewyjaśnionych przyczyn samobójstwo popełnia ojciec nastoletniego Jonasa. Mężczyzna pozostawia jedynie zagadkową kopertę, na której zamiast adresata widnieje przestroga: „Nie otwierać przed 4 listopada 2019 o godzinie 22:13”.

4 listopada to z pozoru dzień jak co dzień. Szkoła znowu zaczyna się po feriach jesiennych (tak, coś takiego istnieje w Niemczech), mieszkańcy miasteczka idą do pracy, a Jonas (Louis Hofmann) próbuje znaleźć w domu coś, co nadaje się do jedzenia. Policjant Ulrich (Oliver Masucci) w czasie swojej porannej przebieżki zatrzymuje się w domu Jonasa na krótkie rendez-vous z jego matką, po czym wraca do żony i trójki dzieci ze świeżym pieczywem. Co jednak wydarzy się w ten jesienny wieczór? I skąd ojciec Jonasa o tym wiedział?

Nawet jeśli na pierwszy rzut oka serial ten ma mało wspólnego ze współczesnymi Niemcami, da się w nim wyczuć typowy dla niemieckiej mentalności niepokój związany z konsekwencjami stosowania energii atomowej. Twórcy serialu istotnie inspirowali się własnymi wspomnieniami z dzieciństwa po awarii elektrowni w Czarnobylu w 1986 roku (o tak, ta data ma znaczenie!), kiedy to chmura radioaktywnych pyłów rozprzestrzeniła się nad Europą i sprawiła, że codzienne czynności takie jak picie mleka czy zabawa na zewnątrz stały się z dnia na dzień śmiertelnie niebezpieczne

Zaciekawiła Cię ta skomplikowana, mroczna historia? Mam dla Ciebie dobre wiadomości – serial jest dostępny na Netfliksie z polskimi napisami!

Bad Banks: Bankowa gra (2018)

„Bad Banks” to serial wyprodukowany przez ZDF (Zweites Deutsches Fernsehen) oraz niemiecko-francuski kanał kulturalny Arte. Międzynarodowy sukces tej opowieści o młodej kobiecie robiącej karierę w bezlitosnym świecie finansów jest dowodem na to, że niemiecka telewizja publiczna w krótkim czasie zdołała osiągnąć światowy poziom.

Pierwsze sceny serialu przywodzą na myśl atmosferę zaraz po zamachu terrorystycznym. Jesteśmy we Frankfurcie nad Menem, finansowej stolicy Niemiec. Nad miastem krążą helikoptery, w dali słychać syreny policyjne. Zdesperowani ludzie tłoczą się w kolejce do bankomatu. Słyszymy: „Shit. Ist leer! Gibt kein Geld mehr!”. W bankomacie zabrakło gotówki, a bank Deutsche Global Invest stoi na krawędzi bankructwa. Po chwili oko kamery zaczyna śledzić ubraną na czarno postać, która nie zważa na otaczający ją chaos i zdecydowanym krokiem zmierza w stronę budynku Global Invest. Dla widza jedno staje się jasne – to jakiś typ spod ciemnej gwiazdy, który na pewno ma coś na sumieniu.

Tym typem spod ciemnej gwiazdy okazuje się nikt inny jak główna bohaterka serialu, czyli Jana Liekam (Paula Beer). Jana jest inteligenta, ambitna i bardzo pracowita. Jej determinacja i dyscyplina to cechy, które są niezbędne w zdominowanym przez mężczyzn świecie bankowości. Po tym, jak traci posadę w Luksemburgu, bohaterka znajduje zatrudnienie właśnie w Global Invest we Frankfurcie. Jana całkowicie poświęca się nowej pracy. W pewnym momencie staje jednak przed poważnym dylematem i musi zdecydować, jakie wartości są dla niej najważniejsze.

„Bad Banks” to koprodukcja niemiecko-luksemburska i część akcji serialu toczy się właśnie w tym małym, wielojęzycznym kraju, gdzie mówi się po niemiecku, francusku i luksembursku. Jak się okazuje, Luksemburg to nie tylko zabytki i banki, ale także restauracje i bary. W jednym z takich barów pracuje polska bohaterka serialu, Grażyna (Anja Antonowicz), w której zakochuje się były szef Jany, Luc Jacoby (Marc Limpach). Niezwykła jest scena, w której bogaty bankier Luc, ubrany w biało-czerwoną koszulkę z napisem „Polska”, razem z Grażyną lepi pierogi w jej maleńkiej kuchni.

Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że w „Bad Banks” pojawia się Niemka o wietnamskich korzeniach. Wietnamczycy to jedna z „niewidzialnych” mniejszości w Niemczech. W mediach przedstawiani są zazwyczaj jako ucieleśnienie stereotypów lub postacie bez imienia i osobowości, których jedynym zadaniem jest serwowanie głównym bohaterom zupy pho. Thao Hoang (Mai Duong Kieu) to skomplikowana, pełna sprzeczności postać, która boryka się z kompleksami i dyskryminacją, jednocześnie jednak cieszy się statusem społecznym i pieniędzmi, które przynosi jej praca w banku.

Serial „Bad Banks” trzyma w napięciu od początku do samego końca. Naprawdę trudno się od niego oderwać, a ponieważ ma tylko sześć odcinków, czysto teoretycznie można go obejrzeć w jeden długi wieczór. I przy okazji podszkolić niemiecką korpogadkę! Jeśli to coś dla Ciebie, serial jest dostępny na platformie HBO GO z polskimi napisami.

Dogs of Berlin: Berlińskie psy (2018)

Skoro już mowa o mniejszościach w Niemczech, trzeba koniecznie wspomnieć o serialu „Dogs of Berlin”. Po raz pierwszy o tej produkcji usłyszałam od znajomego, który jest studentem politechniki i czasami dorabia sobie jako statysta na planie filmów kręconych w Berlinie. Ponieważ ma on ciemną karnację i arabskie pochodzenie, a przełamywanie stereotypów nie należy do priorytetów wielu scenarzystów, zazwyczaj grywa on kryminalistów, członków gangów lub dilerów narkotyków. Tym razem jego rolę producenci określili jako „Araber/Türke”. Bo to przecież wszystko jedno, prawda?

Brzmi mało zachęcająco? Przyznam, że sama byłam sceptyczna. Postanowiłam jednak dać „Berlińskim psom” szansę. Okazało się, że serial istotnie warto zobaczyć, a jego mocne strony to świetne zdjęcia, wartka akcja, a także śmieszne i niekiedy absurdalne dialogi.

Głównymi bohaterami serialu są dwaj policjanci, Erol Birkan (Fahri Yardim) i Kurt Grimmer (Felix Kramer). Mężczyźni pochodzą z dwóch różnych światów, jednak zostają zmuszeni do współpracy przez przełożonych. Ich zadaniem jest znalezienie mordercy niemieckiej gwiazdy futbolu o tureckich korzeniach. Birkana poproszono o udział w śledztwie tylko dlatego, że sam ma tureckie pochodzenie, a berlińskiej policji zależy na dobrym wizerunku. Nie byłoby bowiem dobrze, gdyby Grimmer sam prowadził dochodzenie, gdyż wcześniej należał do neonazistowskiego gangu…

Jednym z centralnych wątków „Dogs of Berlin” jest właśnie konflikt między neonazistami i osobami, które nie są przez nich mile widziane, ze względu na kolor skóry, pochodzenie, czy tak po prostu. Niestety, w serialu nie brakuje uproszczonych, karykaturalnych wizerunków. Neonaziści mieszkają na blokowiskach, zajadają się kiełbaskami, a w wolnych chwilach chodzą z pałami na migrantów. Za to Arabowie to mafiosi w źle dobranych garniturach i z dużą ilością żelu we włosach.

Niekiedy jednak twórcom serialu udaje się odejść od utartych schematów. Dobry przykład to trzymająca w napięciu scena na stadionie piłkarskim, w której reprezentacja Niemiec usiłuje strzelić gola przeciwnikom. Gdy czarnoskóry gracz Raphael Bou-Penga (fenomenalny Langston Uibel) strzela niemieckiej drużynie gola, komentator chwali świetną grę „młodego Niemca”. Gdy chłopak nie trafia, dziennikarze podkreślają jego afrykańskie pochodzenie, a widownia obrzuca go rasistowskimi wyzwiskami. Jak widać, tożsamość nie zależy od pochodzenia, a raczej od tego, w jakich okolicznościach akceptowana jest inność.

Chcesz wiedzieć, jak skończy się ta wielowątkowa historia osadzona w berlińskim półświatku? Jeśli odpowiedź brzmi tak, serial obejrzysz na Netfliksie z polskimi napisami.

Ku’damm 56 (2016)

Mój absolutny faworyt! Jeśli interesujesz się historią, a przede wszystkim ciekawi Cię to, jak zmieniało się życie kobiet na przestrzeni lat, nie możesz przegapić tego miniserialu osadzonego w Berlinie zachodnim pod koniec lat 50. Akcja toczy się przy Ku’damm, czyli Kürfürstendamm, jednej z najbardziej reprezentacyjnych i eleganckich berlińskich ulic. Główną bohaterką jest Monika Schöllack, która wraz z dwiema siostrami dorasta pod czujnym okiem matki Cateriny, której głównym celem jest wydanie dziewczyn za mąż. 

Jak pokazuje serial, okres powojenny w Niemczech zachodnich to czas dobrobytu i wzrostu ekonomicznego. Ludziom dobrze się powodzi, a bogatych rodziców stać na to, by dzieci wysłać na kurs tańca towarzyskiego do szkoły prowadzonej przez Caterinę. Jednocześnie lata 50. to czas, w którym królują konserwatywne wartości, a relacje międzyludzkie zdominowane są przez hipokryzję, pruderię oraz szereg nakazów i zakazów. Rola kobiet ogranicza się do Kinder, Küche, Kirche, czyli do dzieci, kuchni i kościoła. Siostry naszej bohaterki Moniki, Helga i Eva, świetnie odnajdują się w tej rzeczywistości. Helga realizuje się jako żona prawnika Wolfganga i wierzy w to, że jeśli tylko mieszkanie będzie idealnie posprzątane, a obiad podany na czas, jej mąż przestanie być gejem. Eva chce wyjść za swojego szefa, profesora Fassbendera, przekonana o tym, że tylko małżeństwo z dużo starszym mężczyzną zapewni jej awans społeczny i szacunek innych. Nie interesuje jej przy tym to, co profesor robił w czasie wojny (a nie było to nic chlubnego). 

Monika nie czuje się dobrze w tej przytłaczającej atmosferze. Oblewa kursy z gotowania, prania i szycia, marzy o karierze jako tancerka i jest zafascynowana rock’n’rollem. Dziewczyna mało nadaje się na perfekcyjną panią domu, czym doprowadza matkę do rozpaczy. Caterina postanawia zaradzić sytuacji i zmusza córkę do randki z synem fabrykanta, Joachimem. Randka kończy się tragicznie, gdyż Monika zostaje zgwałcona (jeśli nie masz ochoty na oglądanie tej sceny, w pierwszym odcinku przeskocz z minuty 36. na 38.). Gdy Monika opowiada o zdarzeniu matce, Caterina obarcza odpowiedzialnością… Monikę, bo kogóż by innego. 

Nie ulega wątpliwości, że postać Cateriny jest nieco przerysowana, a jej nieczułość, surowość i hipokryzja mogą się wydawać wręcz karykaturalne. Z drugiej strony, jest ona idealnym ucieleśnieniem swojej epoki, ma cięty język i bez ogródek wygłasza swoje zdanie. Gdy Monika próbuje się sprzeciwić matce, mówiąc: „Es gibt auch Frauen, die nicht heiraten” (Przecież niektóre kobiety nie mają męża), Caterina odpowiada: „Ja, es gibt auch Ziegen mit zwei Köpfen” (Tak, a niektóre kozy mają dwie głowy). 

Oczywiście, żyjemy teraz w innych czasach. Homoseksualizm nie jest już przestępstwem, a kobiety mogą pracować i prowadzić samochód bez pozwolenia męża. Czy jednak tak dużo zmieniło się, jeśli chodzi o społeczną presję i oczekiwania, jakie rodzice, rówieśnicy czy media stawiają wobec kobiet i mężczyzn? 

Jeśli spodoba Ci się „Ku’damm 56”, obejrzyj też sequel serialu, którego akcja toczy się trzy lata później i który nosi tytuł – niespodzianka! – „Ku’damm 59”. Obie części dostępne na platformie HBO GO z polskimi napisami. 

Ucz się niemieckiego z Babbel!
Rozpocznij naukę
Który język chcesz opanować?