Magazyn Babbel

Codzienny zamiast casualowy? Czyli jak (i kiedy) zastępować anglicyzmy

Parking, budżet, pop, hamburger, tablet, jeansy, fitness, e-book, film… Trudno znaleźć dziedzinę życia, w której nie panują anglicyzmy. Które z nich mają rację bytu, a których lepiej unikać? I przede wszystkim – czy mamy je czym zastąpić?
Anglicyzmy

Sorry, zbriefuj to komuś innemu, mam deadline na czwartek, więc muszę się tym zająć asap!” Jeśli w poprzednim zdaniu wszystko jest dla Ciebie zrozumiałe, to albo obracasz się w korporacyjnym środowisku, albo znasz język angielski na tyle dobrze, by wyłapać brytyjskie i amerykańskie słowa sprytnie wplecione w tę wypowiedź. Chociaż tzw. korpomowa oraz jej zapożyczenia z angielskiego stały się już legendarnym obiektem żartów i memów, to po krótkiej refleksji okazuje się, że nie tylko pracownicy międzynarodowych firm ulegli urokowi angielszczyzny. 

Anglicyzmy są wszędzie

We współczesnym języku polskim nie brakuje anglicyzmów, czyli słów, zwrotów lub konstrukcji składniowych przejętych z języka angielskiego albo na nim wzorowanych. Powodów ku temu jest wiele: postępujący rozwój technologiczny sprawia, że stale potrzebujemy nowych wyrazów, które zanim zdążą się wykształcić w polszczyźnie, są po prostu przejmowane w oryginale. Takie rozwiązanie jest zresztą na rękę z punktu widzenia globalizacji – kiedy wszyscy używają tych samych, czyli uniwersalnych określeń, łatwiej o niezakłóconą komunikację. W popularyzacji języka angielskiego istotną rolę odgrywa również fascynacja amerykańską kulturą, która w Polsce przybrała na sile po zmianach ustrojowych w 1989 roku. Niemała w tym zasługa mediów. Filmy i seriale kręcone w Stanach Zjednoczonych podbijają cały świat, a telewizja, Internet i media społecznościowe powielają amerykańskie wzorce komunikacyjne. Również reklama chętnie sięga po anglicyzmy, by wzmocnić swoją siłę perswazji oraz nadać produktom czy usługom prestiżowy charakter – napis sale na sklepowej witrynie może brzmieć dla niektórych bardziej kusząco niż polska wyprzedaż. Gdy dodamy do siebie wszystkie powyższe czynniki, nie powinno nas dziwić, że język angielski stał się lingua franca naszych czasów. Choć plasuje się na trzecim miejscu na świecie pod względem liczby rodzimych użytkowników, jego wpływy można usłyszeć i zobaczyć niemal pod każdą szerokością geograficzną. Tylko co na to językoznawcy? 

Nowe słowo czy zwykły błąd?

Badacze podkreślają, że zapożyczanie wyrazów z języków obcych to naturalny proces wzbogacający słownictwo i umożliwiający bardziej precyzyjne opisywanie świata. Problem pojawia się wtedy, gdy nadużywamy zapożyczeń, co w wypadku tych pochodzących z angielskiego jest raczej powszechne. W badaniach nad kulturą języka polskiego wypracowano szereg kryteriów, według których można ocenić poprawność form językowych, takich jak anglicyzmy. Za najbardziej przydatne uznaje się kryteria wystarczalności i ekonomiczności. Zgodnie z pierwszym, poprawne są takie wyrazy i zwroty, które nazywają coś nowego, a nie są jedynie alternatywą dla istniejących już rodzimych określeń. Uzasadnione są zatem takie anglicyzmy jak deweloper, legginsy, aerobik, hip hop, chipsy czy laptop, bez których nie moglibyśmy opisać współczesnej rzeczywistości (no bo jak to tak, świat bez chipsów?). Drugie kryterium spełniają natomiast takie elementy językowe, które zwiększają ekonomiczność języka – są krótsze, prostsze i bardziej precyzyjne. Przykładowo łatwiej powiedzieć news niż ‘przekazywana przez media informacja z ostatniej chwili’ czy coming out zamiast ‘ujawnienie swojej orientacji seksualnej (lub pochodzenia)’.

Na tropie anglicyzmów

Tymczasem nie każdy anglicyzm chce dokonać własnego coming outu i dać się zdemaskować jako wyraz obcego pochodzenia. Spójrzmy na najbardziej podchwytliwe przykłady:

  • Przymiotnik dedykowany od dawna funkcjonuje w polszczyźnie w znaczeniu ‘ofiarować, poświęcać komuś utwór literacki, muzyczny lub dzieło sztuki’. Tymczasem pod wpływem angielskiego dedykowanie wymknęło się użytkownikom polskiego spod kontroli. Nagle powstały: kosmetyki dedykowane wymagającym klientkom, ściereczki dedykowane powierzchniom drewnianym czy aplikacje dedykowane nauce języka. Olaboga! Przecież wystarczy powiedzieć: kosmetyki dla wymagających klientek, ściereczki do powierzchni drewnianych i aplikacje (przeznaczone) do nauki języka.
  • Z przyimkiem dla nie powinniśmy jednak zbytnio szaleć! Łączenie go z nazwami rzeczy i pojęć uważa się za niepoprawne. Dlatego zamiast kremu dla skóry, lepiej wklepać w twarz krem do skóry (na pewno równie skuteczny!).
  • Rano w telewizji lecą biznes wiadomości? I tutaj czai się anglicyzm – replika angielskiego business news. W języku polskim prawidłowym zestawieniem będzie nie rzeczownik z rzeczownikiem, lecz raczej rzeczownik z przymiotnikiem, czyli w tym przypadku wiadomości biznesowe.
  • Dokładnie! – wykrzykujemy ochoczo, gdy zgadzamy się z wypowiedzią poprzednika. Nie tak szybko. Dokładnie, czyli z wielką starannością, można co najwyżej nauczyć się angielskich czasów gramatycznych. Zamiast niepoprawnej kalki angielskiego exactly, lepiej przytaknąć, mówiąc właśnie tak!

Przykłady anglicyzmów w poniższej tabelce są już mniej podstępne, ale nadal udowadniają jedno – zanim sięgniemy po angielski odpowiednik, warto zastanowić się, czy jest to naprawdę konieczne i przede wszystkim zrozumiałe dla odbiorców. 

background pochodzenie / tło
casualowy  codzienny
designer projektant
destynacja cel podróży /  miejsce przeznaczenia / kierunek
fokusować się skupiać się
level  poziom
meeting spotkanie
off-road bezdroże
oldschoolowy  staromodny
oversize za duży / ponad rozmiar
print   wzór / nadruk / motyw na ubraniu
progres / progress postęp
Pora na naukę języka angielskiego!
Sprawdź Babbel
Podziel się: